Krok 3
Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek pojmujemy Boga.
Kolejna bariera do pokonania, bo na zdrowy rozsądek, jak to miałoby wyglądać?
Niewtajemniczony mógłby pomyśleć: to ja kładę się brzuchem do góry i czekam na mannę z nieba, powierzam się sile wyższej, amen. Szczerze, to było moje pierwsze skojarzenie… Chyba od tego kroku zaczynałam mitingi w ogóle i tak sobie pomyślałam. Pamiętam jak się wtedy czułam – totalna beznadzieja, rozpacz i niemoc. Poszłam wreszcie do lekarza, w sumie wiedząc, że taka tajemnicza grupa znajduje się w tym samym ośrodku, 2 pokoje dalej, i za 2 godziny jest SPOTKANIE. Oczywiście doktor mnie tam, po godzinnej rozmowie, skierował. Siedzę, patrzę i widzę grupę ludzi w różnym wieku, zadawałoby się całkiem poważnych i rozgarniętych, którzy utrzymują, że nie będą, NIE MOGĄ wręcz, kierować własnym życiem… Poczułam się wtedy jeszcze bardziej zagubiona i pomieszana… Przecież po to przyszłam, żeby wreszcie zacząć COKOLWIEK kontrolować!
Teraz to miłe wspomnienie – tak się zaczęło. Po roku wracam do tego kroku, z tym, że już zaczynam rozumieć, o co w nim chodzi naprawdę.
Czas się POWIERZYĆ.
Mając już siłę wyższą ogarniętą i przetransponowaną “na moje”, mogę to zrobić bez przeszkód. Już się cieszę, że za chwilę zobaczę ludzi, którzy są moimi przyjaciółmi, których znam od roku, których cenię, i którym ufam. To tak cudowne uczucie! Wcześniej trudno było mi komukolwiek zaufać, nie mówiąc o DOCENIENIU. Każdy chciał mi coś zabrać, każdy chciał zjeść ze smakiem moje niepowodzenie i z radością kopnąć leżącą w brzuch. W każdym upatrywałam wroga. Polegałam tylko na sobie. To było niesamowicie uciążliwe, szczególnie, że człowiek jest istotą społeczną. Samemu naprawdę trudno do czegoś dojść – odkryłam to dopiero, kiedy zaczęłam ufać i pozwoliłam sobie pomóc.
Wcześniej moim mottem życiowym było: “umiesz liczyć, licz na siebie, twoje szczęście innych je…”. Teraz ludzie są siłą, której się powierzam. Wsparcie, zaufanie, dobro, zrozumienie, empatia, to wszystko jest tak niesamowite, że urosło w mojej głowie do rangi siły wyższej. Teraz dopiero zauważyłam, jak wielką mądrość mają w sobie ludzie i jak dużo można wynieść z samego przebywania z nimi, ze słuchania, BEZ zadawania PYTAŃ, bez komentowania, bez oceniania. Można? Można!
Tymczasem poczułam w sobie dobroć, wielką potrzebę, żeby być przy kimś, tą obecnością pomóc. Dzisiaj akurat bardzo mocno. Już wiedziałam że nie mogę RADZIĆ, tym bardziej OCENIAĆ, rozwiązywać za kogoś problemów. Nie na tym polega wsparcie. Dałam to, co mogę – rozmowę, przytulenie, możesz dzwonić kiedy chcesz, nie odmówię Ci pomocy… Dla mnie samej to bardzo wiele znaczy, jeszcze nie tak dawno byłam w podobnej sytuacji. A teraz już mam w sobie siłę, może jeszcze nie tak wielką, ale przecież mam też oparcie – SIŁĘ WYŻSZĄ, której mogę zawierzyć gdy tej siły zabraknie.