Krok 7
Zwróciliśmy się do Boga w pokorze, aby usunął nasze braki.
Jak każdy krok i ten przyszedł do mnie w samą porę. Ostatnimi czasy zauważyłam dość silny spadek kondycji psychicznej- coraz drobniejsze rzeczy coraz silniej wytrącały mnie z równowagi. Apogeum osiągnął mój stan wczoraj, przepłakałam cały dzień i zamiast nad konstruktywnymi rozwiązaniami i konkretnymi faktami zastanawiałam się, co łatwiej będzie mi wytłumaczyć najbliższym- upicie się, wypalenie całej paczki papierosów czy (!) pocięcie się jak za starych dobrych lat.
Czułam się tragicznie, ale po całym dniu dołka, a potem rozmyślań, wieczorem doszłam do wniosku.
DDA, znów to wstrętne DDA. Zauważyłam, że ostatnio bardzo poleciałam na fali sukcesów i w efekcie tego osiadłam na laurach. Popracowałam mocniej na krokach, pisałam dużo o nich, rozważałam. Wszystko mi się udawało, byłam asertywna, spokojna, opanowana, zaakceptowałam siebie, pozwalałam sobie na drobne przyjemności, wypełniałam obowiązki. Po pewnym czasie zaczęłam pozwalać sobie na lenistwo, mocniejsze wyrażanie niezadowolenia. Pewność siebie, otwartość, samoakceptacja. Ja, ja, ja. Przestałam pracować. W końcu popadłam w bierność (!) i stąd to już równia pochyła.
Dlatego 7 krok przyszedł w samą porę. Pierwsze 6, może za wyjątkiem 5 odbywały się w mojej głowie. Przyznałam, uwierzyłam, postanowiłam, dokonałam. Potem wyznałam, ale głównie sobie i na mitingach. Stałam się gotowa. 7 krok zmusza już do działania- ZWRÓCIĆ SIĘ. Pójść na miting, zadzwonić do przyjaciela, poprosić o pomoc, a przede wszystkim przestać polegać tylko na samym sobie. Nawiązać interakcję. A raczej przestać pozwalać sobie na sadystyczną przyjemność obarczenia się sobą. Może trochę nie po polsku, ale ja tak właśnie zrobiłam- w pewnym momencie zaczęło mi się WYDAWAĆ, że pewność siebie i inne moje świeżo nabyte cechy rozwiążą wszystkie moje problemy, że w SAMEJ SOBIE znalazłam meritum, ja, ja, ja.
Krok 7 przypomniał mi, że sama sobie nie poradzę, co przyznałam w poprzednich krokach i co chciałam zmienić. Zdrowienie zaczyna się, gdy zaryzykujesz wyjście z izolacji. To uznanie samej siebie za chodzący ideał polegający sam na sobie to w pewnym sensie (przynajmniej w moim przypadku) powtórne wejście w izolację. Wejściem w izolację było zaprzestanie dzielenia się z innymi (skasowałam swojego bloga i przestałam pisać). Izolacją było odcięcie się od programu- przez kilka mitingów po prostu gadałam co mi ślina na język przyniesie zupełnie zapominając o krokach i zasadach, które tak wiele uczyniły dla mojego życia.
Tak potoczyły się moje losy, że wraz z 7 krokiem powracam, jak ten syn marnotrawny, i skruszona zwracam się do mojej siły wyższej, aby pomogła mi wciąż pamiętać kim jestem i na tej podstawie układać siebie od nowa. Tym razem bez wybrakowanych części.