Desiderata, to bardzo mądry tekst, który poznałam już dawno temu, jednak zaczęłam żyć według niego dopiero później. Po pierwszym przeczytaniu pozostałam zupełnie obojętna, tak samo jak po przeczytaniu 10 przykazań bożych: zbiór zasad według których i tak nikt nie żyje, choć wszyscy je znają, a nawet głoszą, że w nie wierzą. Jednak gdy nabrałam trochę większej pokory zaczęłam na wiele rzeczy patrzeć bardziej obiektywnie, w tym i na Desideratę. Każde jej zdanie nabrało osobnego sensu, a życie z nimi stało się łatwiejsze i bardziej szczęśliwe niż bez nich.
Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu- pamiętaj, jaki spokój może być w ciszy.
To pierwsze zdanie widzę bardzo obrazowo. Przypominam sobie siebie sprzed 2-3 lat i widzę zagubioną dziewczynkę, która na oślep biegnie przez nieznane tereny. Nie patrzy pod nogi, nie rozgląda się, jej wzrok jest wbity w migoczący na horyzoncie CEL, nie widzi praktycznie nic oprócz niego. Choć nie wie jak będzie wyglądał z bliska, wyobraża sobie i święcie wierzy, że wraz z nim osiągnie szczęście. Oczywiście nie zna drogi, więc cały czas się potyka, a co jakiś czas poważnie upada. Nauczyła się nawet sobie z tym radzić- coraz krócej zajmuje jej podniesienie się i rozpoczęcie biegu na nowo ze zdwojoną siłą, choć jest coraz słabsza. Nigdy nie brakowało mi samo-zaparcia, zawsze gdzieś znajdowałam choćby iskierkę motywacji, która pozwalała mi wierzyć, że to co robię jest słuszne. Ciągle do czegoś dążyłam, jednak wpadłam w pułapkę: to DĄŻENIE stało się dla mnie celem. Właściwie to nawet nie wiedziałam co, ale byłam pewna, że MUSZĘ to osiągnąć. Myślą mocno wybiegałam naprzód.
Pewnego dnia a moim osiedlu wycięto drzewo, które zawsze mijałam wracając ze szkoły. Totalnie mnie to zaszokowało. Uświadomiłam sobie, że mijam je od kilku lat co najmniej 2 razu dziennie, a nigdy nie zauważyłam jak kwitnie, owocuje, jak jego liście żółkną na jesień i opadają na zimę. Zauważyłam je dopiero, kiedy zniknęło. Bardzo łatwo było mi rozwiązać tę zagadkę- otóż powodem takiego stanu rzeczy był ciągły pośpiech i zamyślenie. Biegnąc rano na autobus myślałam o szkole, sprawdzianach, czy zamknęłam dom, czy mam papierosy i o wszystkim innym, tylko nie o drzewie. Pomyślałam wtedy, że gdy jesteśmy dziećmi widzimy wszystko, potem przestajemy patrzeć. Poznaliśmy, więc planujemy.
To samo działo się z muzyką, która zawsze ze mną była. Zawsze słuchawki w uszach, zawsze rano kaseta czy płyta, a po powrocie do domu gotowa play lista do odsłuchania (teraz wiem, że do zagłuszenia ciszy). Gdy jest cicho słychać myśli, a to było dla mnie zjawisko nadwyraz niepożądane- w myślach byłam swoją ofiarą i katem w jednym, wygrywałam i przegrywałam bitwy ze światem, wpadałam ze skrajności w skrajność, nie istniał kompromis, a zamiast niego potężne dawki przemocy. Właściwie bałam się ciszy, szczególnie, gdy zostawałam sama w domu. Patrząc z perspektywy czasu wiele osób to robi- zaraz po wstaniu włącza telewizor, który działa do późnej nocy- czy to nie to?
Teraz widzę, jak wspaniale jest po prostu zwolnić. Odwołując się do poprzedniej analogii- teraz moja dziewczynka rozgląda się uważnie i dokonuje wyborów na bieżąco, omijając dołki i wyboje, które mogłyby ją przewrócić. Jej cele są bliskie, wyraźne i jasno określone. Ha, ma też czas na obserwowanie świata dookoła zamiast wciąż zagłębiać się w myślach. Jeśli zdarzy się potknięcie, jest chwila czasu na zatrzymanie się, zastanowienie i wyciągnięcie wniosków. Robię to coraz częściej, różne sytuacje czy wyczytane słowa powodują u mnie momenty zatrzymania:
Ostatnio chciałam się pokazać na ćwiczeniach z matmy. W liceum szło mi dość ciężko, więc na studiach postanowiłam na początku dużo się zgłaszać, żeby pokazać się z dobrej strony i mieć jakieś zaplecze, kiedy przyjdą trudniejsze rzeczy. Dopóki podchodziłam do tego z dystansem i luzem szło wspaniale, jednak kiedy wykładowca zaczął mnie chwalić i podkreślać, jak dużo mam plusów na tle grupy, włączył mi się tryb rywalizacji. Choć kojarzyłam temat, czułam się coraz gorzej gdy inni się zgłaszali. Tak, że z głowy wyleciały mi wszystkie wzory i umiejętność logicznego myślenia. Byłam okropnie zdenerwowana zapominając zupełnie o luzie, pokorze do życia, dystansie do siebie i o tym, że przecież nie jestem jakimś wielkim orłem. Zapominając o tym co chcę wykonać na rzecz myślenia o tym, ja mnie widząc inni. I to był właśnie moment zatrzymania- dałam się ponieść ambicji, zamiast spokojnie zaczęłam myśleć nerwowo, a stąd już tylko kawałek do potknięcia się o matematykę.
Jestem zadowolona z tej lekcji, jak z każdej innej przychodzącej niespodziewanie. Ostatnio zauważyłam to zjawisko: wszystko może być lekcją, wystarczy tylko odpowiednio na to spojrzeć. Dobrze podsumowuje to cytat z któregoś z dzieł Szekspira: „kto wolno idzie, rzadko się potyka”. I to według mnie jest esencją tego pierwszego zdania.